Janusz Muniak to jedna z najbarwniejszych postaci polskiego jazzu. Kolos saksofonu. Grał w zespołach Trzaskowskiego, Komedy, Stańki i Ptaszyna, przez ostatnie cztery dziesięciolecia prowadził własne zespoły.

Nie w pełni doceniany, pozostający w cieniu swoich bardziej sławnych kolegów, był światowej klasy saksofonistą, mistrzem jazzowych standardów i ballad, natchnionym improwizatorem w tradycji wywodzącej się od Colemana Hawkinsa i Lestera Younga, i rozwijanej przez takich luminarzy jak Johnny Griffin, Dexter Gordon, Stan Getz, Joe Henderson, ale także Archie Shepp i John Coltrane. Sam krzyżował instrumenty z takimi liderami jak Don Cherry, Hank Jones, Freddie Hubbard, Hank Mobley i Charlie Ventura. Miał swój własny sound będący syntezą tych wszystkich wpływów, swój charakterystyczny sposób kształtowania dźwięku i budowania frazy.

Przez prawie ćwierć wieku był szefem muzycznym krakowskiego Jazz Clubu „U Muniaka”, laureatem Złotego Helikonu i Złotego Fryderyka, pośmiertnie odznaczonym Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Człowiekiem wielkiego serca, artystycznej szczerości, dobroci i humoru.

Po raz ostatni grał w swoim klubie w noc sylwestrową minionego roku, dzień przedtem u Harrisa, w połowie grudnia na koncertach wyjazdowych w Gorzowie Wielkopolskim i Warszawie, w klubie 12on14. 3 stycznia doznał rozległego zawału, przez cztery tygodnie leżał w szpitalu na oddziale intensywnej terapii, w śpiączce farmakologicznej, bez kontaktu ze światem. Tliła się jeszcze nadzieja, ale mógł odejść w każdej chwili. Ta chwila nadeszła w niedzielne popołudnie 31 stycznia. Miał 74 lata.

Janusz Muniak przyszedł na świat w Krakowie 3 czerwca 1941 roku. Talent muzyczny przejawiał od najmłodszych lat. Uczył się gry na skrzypcach w podstawowej i średniej szkole muzycznej w Krakowie. Jak trafił do jazzu, opowiedział Krystianowi Brodackiemu w wywiadzie dla naszego czasopisma w 1977 roku:

„Z jazzem nawiązałem kontakt bardzo wcześnie. Miałem taki etap, że nie wyobrażałem sobie, że może mi się coś podobać poza jazzem tradycyjnym… Do saksofonu doszedłem przez klarnet. Pod koniec roku 1959 z pomocą rodziców kupiłem sobie saksofon tenorowy, a to był atut, który otwierał drzwi nawet do Piwnicy. Ale najważniejszy był lokal Krakowskiego Jazz Clubu, mieszczący się w średniowiecznej kamienicy przy ul. św. Marka. Niewtajemniczonym bardzo trudno było się tam dostać. Zobaczyłem tam całą krakowską czołówkę: zespół Drążka Kalwińskiego, Wojtka Karolaka, Gucia Dyląga. Nie było łatwo się do nich zbliżyć, bo to byli ludzie działający na innym pułapie. Ale na jakimś jamie odważyłem się i wydałem kilka dźwięków. Ktoś powiedział: ‘Ty stary! Ty nawet nieźle swingujesz!’ To mnie zmobilizowało…”

Debiutował w Lublinie w 1960 w zespole pianisty Witolda Miszczaka. Ale grywał głównie w Krakowie – w klubach i nocnych lokalach. W Zakopanem zetknął się z kontrabasistą Jackiem Ostaszewskim. Grali razem w zespole perkusisty Wiesława Schoenborna, w Wierchach i Morskim Oku.

„Jacek powiedział Tomkowi Stańce: ‘Słuchaj, jest taki saksofonista, nazywa się Muniak’. Podobno Stańko nie chciał o mnie słyszeć. Mimo to trafiłem na próbę i od tej pory zostaliśmy już razem na wiele lat”. Jacek Ostaszewski pamięta moment, kiedy Muniak zjawił się na pierwszej próbie: „Stańko był w szoku. Jasiu przyszedł w zielonym, tyrolskim kapeluszu. To był obciach, bo w tych czasach krakowscy jazzmani, jak np. Wojtek Karolak, byli światowcami, należeli do towarzyskiej elity”. Krzysztof Komeda pisał muzykę do filmów Polańskiego, Andrzej Trzaskowski wrócił z tournée po Ameryce. Zbyszek Namysłowski wspominał, że gdy po raz pierwszy zobaczył Muniaka, miał wrażenie, że to „muzyk knajpowy”, ale szybko się przekonał, że to niezwykle zdolny artysta, który potrafi zagrać wszystko.

Na jesieni 1963 roku Muniak został członkiem Jazz Darings (Stańko, Muniak, Ostaszewski, Wiktor Perelmuter – dr), zajął miejsce pianisty Adama Matyszkowicza (Makowicza), który dostał angaż do Kwintetu Kurylewicza. Jazz Darings byli wówczas zespołem bez fortepianu, grali utwory Ornette’a Colemana, m.in. Lonely Woman. Niemiecki krytyk Joachim Ernst Berendt, autor biblii jazzu „Das Jazz Buch” („Wszystko o jaz­zie”), pisał, że Jazz Darings byli pierwszym zespołem free­jazzowym w Europie, a Janusz Muniak pierwszym europejskim saksofonistą, który grał muzykę Or­nette’a Colemana.

Stańkę przechwycił do swojego zespołu Komeda, a Muniak i Ostaszewski weszli w skład awangardowego Kwintetu Trzaskowskiego. Dołączył do nich „wypożyczony” od Komedy Tomasz Stańko, na bębnach grał Adam Jędrzejowski, ex-Wreckers. Wystąpili na Jazz Jamboree ’64 i nagrali płytę w serii Polish Jazz „The Andrzej Trzaskowski Quintet” (vol. 2). Z zespołem Trzaskowskiego Janusz po raz pierwszy wyjechał za granicę – do Belgii. Rok później powrócili na Jazz Jamboree, ale już jako Sextet, z amerykańskim trębaczem Tedem Cursonem (który wcześniej grał z Charlesem Mingusem), na saksofonie altowym dołączył Włodek Nahorny, Muniak grał głównie na sopranie. Na płycie Sekstetu pt. „Seant” znalazła się m.in. słynna wariacja na temat melodii ludowej Oj tam u boru oraz rozbudowana, prawie półgodzinna Cosinusoida z solówką Janusza na sopranie. Z Tedem Cursonem występowali w Niemczech, m.in. na festiwalu Ost-West w Norymberdze.

Równolegle Muniak współ­pracował z Krzysztofem Komedą (Krzysztof go bardzo cenił, a Zosia uwielbiała). Z Komedą wystąpił latem 1965 roku na festiwalu w Bledzie w Jugosławii (Andrzej Dąbrowski na perkusji).

Grał więc Janusz Muniak w zespołach dwóch najważniejszych liderów tamtych czasów. O Komedzie mówi się, że był duszą polskiego jazzu, Trzaskowski to jego mózg, a Muniak – serce. Włodek Nahorny swojej debiutanckiej płycie z 1967 dał tytuł „Heart” – balladę Serce zadedykował Muniakowi.

W drugiej połowie lat 60. Janusz przeniósł się do Warszawy, przez kilkanaście lat mieszkał z żoną Hanią na Powiślu. Dostał etat w Orkiestrze Polskiego Radia pod dyrekcją Edwarda Czernego i Bogusława Klimczuka. Brał udział w niezliczonych sesjach radiowych, nagrywał m.in. muzykę Jerzego „Dudusia” Matuszkiewicza do słynnych seriali telewizyjnych. Był też, jak się okazało, jednym z pierwszych jazzmanów, którzy podjęli współpracę z muzykami rockowymi, jeszcze przed Namysłowskim i Nahornym. W 1967 roku grał w sekcji dęciaków na pierwszym albumie Czesława Niemena z Akwarelami „Dziwny jest ten świat”.

W tym samym roku wystąpił na Jazz Jamboree z Kwartetem Tomasza Stańki (w sekcji: Jan Gonciarczyk – b, Janusz Stefański – dr). Wkrótce zawiązał się legendarny Kwintet, który tworzyło pięć wspaniałych indywidualności: Stańko, Muniak, Zbigniew Seifert (początkowo tylko na saksofonie altowym, potem również na skrzypcach), Bronek Suchanek na kontrabasie i Janusz Stefański na perkusji. To była najważniejsza polska formacja przełomu lat 60. i 70., zespół freejazzowy, traktujący kompozycje jako szkice inicjujące muzyczną akcję, jako odskocznię do frenetycznych, często kolektywnych improwizacji.

Wielkim wstrząsem dla polskiego środowiska jazzowego była śmierć Krzysztofa Komedy w kwietniu 1969 roku. Janusz Muniak był pośród muzyków, którzy na warszawskich Powązkach żegnali swojego guru i przyjaciela muzyką. Kattornę i Kołysankę grali przy grobie m.in. Ptaszyn Wróblewski, Włodek Nahorny i właśnie Janusz Muniak.

W 1970 roku Kwintet Stańki złożył hołd Komedzie albumem „Music For K”. Spektakularny sukces na Berliner Jazztage w 1970 roku otworzył przed Kwintetem sceny europejskie. Grali na wszystkich najważniejszych festiwalach, w Berlinie, Altenie, Norymberdze, Pori, Sztokholmie. Nagrali na Zachodzie jeszcze dwie płyty: „Jazzmessage From Poland” i „Purple Sun”. W 1973 roku, będąc u szczytu możliwości, Kwintet rozwiązał się, każdy z muzyków poszedł swoją drogą.

Już dużo wcześniej, bo w roku 1968, rozpoczął Muniak trwającą 10 lat współpracę ze Studiem Jazzowym Polskiego Radia, skupiającym czołówkę polskich muzyków jazzu nowoczesnego (w pierwszym okresie szkieletem Studia był Kwintet Stańki w komplecie). Z big bandem tym nagrał trzy płyty. Był także w latach 70. członkiem Orkiestry PRiTV S-1 Andrzeja Trzaskowskiego.

Ale największą popularność i sympatię przyniosła mu rola, jaką odegrał w innym
zespole Ptaszyna – SPPT Chałturnik. Ta niez­wyczajna formacja, złożona wyłącznie z jaz­z­manów nowoczesnych, grała muzykę będącą pastiszem big bandów lat 20. i 30. – muzykę, w której było miejsce na humor i wygłupy. Wszyscy się wygłupiali, ale celował w tym Muniak, który popisywał się np. grą na saksofonie podłączonym do odkurzacza. Janusz Muniak był gwiazdą tego zespołu, wesołkiem i maskotką. Grał na saksofonie, flecie i… skrzypcach. I śpiewał, parodiując stare przeboje. Największym jego hitem było Kto tak pięknie gra?, parafraza przedwojennego standardu Sweet Sue. Janusz miał niebywałe poczucie humoru, był autorem zabawnych powiedzonek, błyskotliwych skojarzeń, od tamtych czasów krążą o nim liczne anegdoty…

Po rozpadzie Kwintetu jego koledzy rozjechali się po świecie. Janusz musiał znaleźć dla siebie nowe miejsce. Przez pewien czas grał w zespole Jana Jarczyka, a gdy i Jarczyk wyjechał do Skandynawii, Muniak założył pierwszy zespół, który funkcjonował pod jego nazwiskiem jako Kwartet bądź Kwintet. W początkowym okresie grali Stanisław Cieślak – tb, Marek Bliziński – g, Paweł Perliński – p, Andrzej Dechnik – b, Jerzy Bezucha – dr.

W 1976 roku ukazał się pierwszy autorski album Muniaka pt. „Question Mark”, w serii Polish Jazz. W jednej z kolejnych mutacji miejsce Blizińskiego na gitarze zajął Jarek Śmietana. Ze swoimi zespołami wyjeżdżał Janusz za granicę, na festiwale do Niemiec, Bułgarii, Rumunii, Węgier, Belgii, Holandii, do Włoch.

Brzmienie zespołu oscylowało na początku pomiędzy free i mainstreamem. „Możemy odejść w każdą stronę, a potem powrócić, grać w tonacji i poza tonacją, ale zawsze wiemy, gdzie jesteśmy, jak znaleźć wyjście z najtrudniejszej sytuacji” – mówił Muniak. Ale z upływem czasu stawał się koryfeuszem środkowego nurtu. I tą ścieżką podążał do końca życia.

Współpracował z wieloma innymi liderami, m.in. z Krzysztofem Sadowskim, Andrzejem Dąbrowskim („Time For Love”), czy tureckim pianistą Tuną Ötenelem, z którym połączyły go wyjątkowe porozumienie i nić sympatii. Otaczał się jednak głównie młodymi muzykami, zwłaszcza od czasu, gdy na początku lat 90. zaczął prowadzić w Krakowie własny klub jazzowy przy ulicy Floriańskiej (Muniak był szefem artystycznym, menedżerem klubu od 20 lat jest Janusz Lunz). Klub ten stał się prawdziwym inkubatorem nowych talentów. Nie sposób wymienić tych wszystkich wspaniałych muzyków, których Muniak wziął pod swoje skrzydła, bo to cały legion, a są wśród nich m.in. Joachim Mencel, Michał Tokaj, Adam Kowalewski, Tomasz Grzegorczyk, Maciej Adamczak, Sebastian Frankiewicz, Łukasz Żyta, Marcin Ślusarczyk, Dawid Fortuna, Paweł Kaczmarczyk… Część tych nazwisk widnieje na jego płytach: „Placebo”, „You Know These Songs?”, „Not So Fast”, „One And Four”, „Spotkanie”, „Just Friends”, „Annie”. Ostatni jego album, „Contemplation”, wydany jesienią zeszłego roku, został nagrany w ob­sa­­dzie międzynarodowej.

Nagrody

Galeria